niedziela, 9 sierpnia 2015

On The Other Side Spell - Rozdział 16 - Latanie na miotle i niespodziewana wiadomość od złego gostka

     Minął tydzień. Tom wrócił już ze szpitala. Sobotnia wizyta państwa Malfoyów okazała się dość spokojna, choć kilka wpadek było. Mimo wszystko, powrót do szkoły okazał się dość zbawienny, ponieważ tam chłopak mógł czuć się bardziej swobodnie. Poza tym, tam miał przyjaciół, a w grupie zawsze raźniej.
     Pewnego dnia w pokoju wspólnym Gryffindoru, Daniel zauważył jakąś kartkę z komunikatem. Okazało się, że od czwartku będą mieć lekcje latania razem ze Ślizgonami. Radcliffe dobrze pamiętał kręcenie tej sceny. Wolałby uniknąć powtarzania jej, ale to zaburzyłoby wszystko – profesor McGonagall nie zauważyłaby jego wyczynu (kiedy łapie Przypominajkę), a przez to nie trafiłby do drużyny. A on akurat chciał być w drużynie, spróbować swoich sił w prawdziwej grze, a nie na niby.
- Jutro pierwsza lekcja latania – oznajmił Daniel w środę, kiedy wraz zresztą przyjaciół jadł śniadanie.
     Emma spojrzała na niego, a jej oczy zdawały się mówić ,,Tylko nie próbuj kombinować”.
- Spoko, Em, będzie tak jak być powinno – powiedział żeby ją uspokoić.
- No, mam taką nadzieję.
     Następnego dnia, o trzeciej trzydzieści po południu, wszyscy pierwszoroczni ze Slytehinu i Gryffindoru zebrali się na szkolnych błoniach. Czekało na nich dwadzieścia mioteł ułożonych w równym rzędzie. Zaraz przyszła nauczycielka, pani Hooch. Przywitała ich opryskliwie i zaczęła również tym tonem ich instruować.
     Matthew wiedział co robić. Nim pani Hooch kazała wystartować, on wyleciał do góry niepewnie, ale wtedy miotła sama zaczęła sterować. Chłopak naprawdę się przeraził, bo ta zaczęła lecieć do góry, jakby wystrzelona z procy. Podczas kręcenia wyglądało to bezpieczniej, bo pod aktorem była miękka mata. A tu – ziemia. Twarda ziemia.
     Więc kiedy Matthew spadł, rozległo się okropne łupnięcie. Chłopak złamał nadgarstek, ale wydawało mu się, że przy okazji też żebra i kręgosłup. Podbiegła do niego pani Hooch i czym prędzej zabrała do skrzydła szpitalnego. Tymczasem Tom i Daniel zaczęli działać...
- Widzieliście jego twarz? Jak kawał białej plasteliny!
     A potem potoczyła się seria wydarzeń. Tom porwał Przypominajkę, Daniel zaczął go gonić, złapał kulkę, zobaczyła go profesor McGonagall, przyprowadziła Olivera Wooda, powiedziała Danielowi, że został szukającym i wszystko było tak, jak być miało. A przynajmniej tak się młodym aktorom wydawało...


     Kilka dni po tym wydarzeniu Daniel odczuł ponure skutki bycia w drużynie. Pierwszy trening był bardzo ostry, ale jak się okazało, młody aktor był tak samo dobry jak Harry Potter, którego udawał.
     W sobotnie południe, przyjaciele razem jedli obiad. Był to spokojny dzień, ale dość ponury – deszcz lał jak z cebra i nikomu nie chciało się wychodzić na pole. Poza tym było bardzo zimno. Jesień pokazywała swoją bardziej mroczną i nieprzyjemną stronę.
- Wiecie co? - mruknął Rupert niezbyt zrozumiale, bo w buzi miał udko kurczaka.
- Co? - spytała Emma.
- Teraz tak do mnie doszło – przełknął – że Tom i Daniel się nie pojedynkowali.
- Pojedynkowali? - zdziwił się Daniel, zatrzymując rękę z sokiem w połowie drogi do ust.
- No tak. Z tego co pamiętam, to Harry Potter i Draco Malfoy zaraz po tym jak Harry dostał się do drużyny, poszli się pojedynkować na chyba wieżę astronomiczną. Ron i Hermiona poszli z Harry'm, ale Malfoya nie było, za to gonił ich Filch, więc przez przypadek dostali się na zakazane piętro trzecie, a tam po raz pierwszy spotkali Puszka.
- No nie! - krzyknął dość głośno Radcliffe, bo kilka osób spojrzało na niego. - No i co my teraz zrobimy? - dodał już szeptem. - Zapomnieliśmy o tak ważnej scenie!
- Wcale nie – zastanowiła się Emma. - W filmie, zamiast tego pojedynku, dostaliśmy się tam przez schody, które się ruszyły... A poza tym, czy to jest ważne? Wiemy o kamieniu, wiemy o Quirell'u, wiemy o wszystkim, więc nie musimy martwić się o takie szczegóły.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Emmą Watson? - zaśmiał się dyskretnie Matthew.
- Po prostu nie chcę powtórki z rozrywki.
     Daniel lekko się zarumienił i spuścił wzrok. To nie jego wina, że został opętany! A może jednak właśnie jego? Był narzędziem w rękach Jonatana Christiana Cox'a, ale był też w tym jego udział. To sam Daniel jakoby się w to wplątał.
     Matthew wstał od stołu. Przyjaciele zrobili to samo, dając umówiony znak Tomowi – zaczęli głośno rozmawiać o Quidditchu. Chłopak pośpiesznie dokończył posiłek i zaraz do nich dołączył. Oczywiście nie w Wielkiej Sali (jak by to wyglądało – śmiertelni wrogowie, Harry Potter i Draco Malfoy, nagle zawarli więzy przyjacielskie?), tylko dopiero koło biblioteki. Stamtąd ruszyli do jakiejś pustej sali i usiedli na ławkach, zamiast na krzesłach.
- Stało się coś? - spytał Tom.
- Zapomnieliśmy o waszym pojedynku – powiedziała Emma. - Twoim i Daniela.
- No nie! - blondyn przygryzł wargę.
- Ale uznaliśmy – szybko wtrącił się Matthew – że nie jest to ważne, skoro znamy całokształt.
- Acha. Tylko tyle? - zapytał Tom. - To dobrze, bo muszę już...
- Patrzcie! - przerwała mu Emma wskazując na jakąś kartkę, której na pewno wcześniej tu nie było.
- Co to jest? Skąd się to wzięło? - Matthew podniósł pergamin i zaczął czytać na głos. Był to list. Treść brzmiała następująco:
Drodzy młodziakowie z Niemagicznego Świata!
Zapewne niepokoi Was całe to zamieszanie. Najpierw byliście Tam, teraz jesteście Tu... I jeszcze pewnie ciekawi Was, kim jestem. Powiem tylko tyle:

Jestem Waszą Zgubą

Nie przetrwacie tu ani chwili. Ja Was wykończę. Tak, jestem do tego zdolny. Jeden fałszywy ruch, a wszyscy podzielicie losy tego biednego blondynka. Może i jestem złośliwy ale to od Was samych zależy Wasze bezpieczeństwo. 
Strzeżcie się
Jonatan Christian Cox
     Przyjaciele spojrzeli po sobie. Znowu ten Cox. A teraz jeszcze im grozi...
- Cox – mruknęli w tej samej chwili Tom i Daniel.
- Kim on jest? No kim? - Emma zeszła ze stołu i zaczęła chodzić w kółko. - Bonnie jeszcze nie odpisała?
- Nie – odpowiedział Rupert. - Ale pewnie za niedługo wyśle odpowiedź.
     Ale i tak stali w martwym punkcie. O tym gostku wiedzieli tylko tyle, że był niebezpieczny. Bardzo niebezpieczny. Ale nie wiedzieli km był i dlaczego się na nich uwziął. Czyżby zrobili coś źle? A może on był po prostu szaleńcem?
- Wiecie co? - zaczął drżącym głosem Matthew. - Wydaje mi się, że ten cały Jonatan jest tu tak jak my, przez przypadek. Nie należy do tego świata, jest wściekły.
- Ale dlaczego jest wściekły? - spytała Emma podchodząc do niego. Reszta zrobiła to samo.
- Tego nie wiem. Ale się dowiemy. Razem. I jeśli przyjdzie nawet taka potrzeba, to stoczymy z nim walkę. On działa sam. My jesteśmy w grupie. A w grupie siła. Nie damy się.

2 komentarze:

  1. Nareszcie ♥ Rozdział supcio! Sam tytuł mnie już rozwił ,,Latanie na miotle i niespodziewana wiadomość od złego gostka" xD
    Ciekawi mnie jakie wpaki przy Malfoyach zaliczył Tom, ale się pewnie tego nie dowiem jak znam życie.
    Co ten Cox kombinuje. Nie mam zielonego pojęcia. Ale nagła myśl Matthewa była, zadziwająca.
    Pazdrawiam i życzę ocenów weny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za wszystkie błędy w komentarzu pisałam go na tablecie.

      Usuń

Czytasz? Pozostaw po sobie jakiś miły ślad. Może komentarz? :)